W Nowym Miasteczku Burmistrz wzywa do bojkotu referendum

  • Referendum w sprawie odwołania Burmistrz Nowego Miasteczka zostanie przeprowadzone w najbliższą niedzielę (25 września 2016 r.).
  • W kampanii referendalnej Pani Burmistrz Wojtasik zachęca do bojkotu głosowania.
  • Zdaniem Pani Burmistrz pozostanie mieszkańców w domach w czasie głosowania ma być odpowiedzią na działania inicjatorów referendum, którzy całą akcję referendalną opierali na „kłamstwach, dezinformacji i pomówieniach”.

Już w najbliższą niedzielę (25 września 2016 r.) w Nowym Miasteczku (lubuskie) zostanie przeprowadzone referendum lokalne odwoławcze. W głosowaniu mieszkańcy wypowiedzą się na temat przyszłości Pani Burmistrz Danuty Wojtasik. Sama Pani Burmistrz aktywnie uczestniczy w kampanii poprzedzającej głosowanie zachęcając do tego aby mieszkańcy nie brali udziału w referendum.

Ulotki „Referendum? Dziękuję, nie idę”

Do mieszkańców Nowego Miasteczka w ostatnim czasie trafiły ulotki z wizerunkiem Pani Burmistrz i rzucającym się w oczy sloganem „Referendum? Dziękuję, nie idę”. Na odwrocie broszury czytamy, że inicjatorzy uzasadniając pomysł referendum posługują się jedynie ogólnikami nie wskazując na merytoryczne zarzuty. Sama akcja ma natomiast być oparta na „kłamstwach, dezinformacji i pomówieniach”. Dodatkowo Pani Burmistrz wskazuje, że sami inicjatorzy nie mają pomysłu na dalsze sprawowanie władzy w Nowym Miasteczku. Z treści ulotki wynika również, że Burmistrz Wojtasik jednocześnie szanuje demokratyczne formy wyrażania woli społeczeństwa w sytuacjach, kiedy jest to uzasadnione. W opinii Burmistrz inicjatywa, która dotyczy jej odwołania uzasadnioną nie jest.

Stanowisko Burmistrz Wojtasik

O zajęcie stanowiska poprosiliśmy samą Panią Burmistrz. W jej opinii ulotki nie zniechęcają do udziału w referendum, a jedynie wskazują na jej stanowisko w sprawie udziału w głosowaniu, jako wyborcy. Takie a nie inne stanowisko ma być odpowiedzią na przekazywanie wyborcom nieprawdziwych i pomawiających informacji przez inicjatorów referendum. Dodatkowo Burmistrz Wojtasik uważa, że prezentowane przez nią stanowisko nie stoi w opozycji do jej zaangażowania w prace lokalnego stowarzyszenia „Obywatele na rzecz demokracji”.

O co chodzi z tym zniechęcaniem do głosowania?

Jeśli ktoś myśli, że w referendach lokalnych odwoławczych komukolwiek chodzi o to, żeby przekonać do głosowania „za” lub „przeciw” odwołaniu to jest w błędzie. W referendach odwoławczych walka toczy się o uzyskanie wystarczającej frekwencji. Statystyki w tym kontekście są bezlitosne. Tam gdzie udało się osiągnąć minimalną frekwencje również udało się odwołać władze gminy/miasta. W pełni to potwierdza statystyka z tej kadencji. Jedynymi referendami, w których udało się osiągnąć wystarczającą frekwencję były głosowania w Chrzanowie (małopolskie), Trzebiatowie (zachodniopomorskie) i Sulmierzycach (wielkopolskie). W tych trzech przypadkach wynik referendum był korzystny dla zwolenników odwołania władz.

A może to wina Tuska?

Do pewnego czasu publiczne zniechęcanie do udziału w referendach odwoławczych było tematem tabu. Władze, które miały być odwoływane w głosowaniach dobrze wiedziały, że najlepsza jest dla nich bardzo niska frekwencja. Bano się jednak jak opinia publiczna przyjęłaby nawoływania do bojkotu samego głosowania. W końcu to jeden z podstawowych instrumentów demokracji lokalnej.

Wiele złego w tym kontekście wydarzyło się w 2013 r. przy okazji odbywającej się wtedy inicjatywy referendalnej w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz z funkcji Prezydenta Warszawy. Wtedy najwyżsi funkcjonariusze państwa (w tym Premier Donald Tusk i Prezydent Bronisław Komorowski) w sposób jednoznaczny namawiali do bojkotu referendum. Od tej pory właściwie nie ma już żadnych oporów aby nawoływać do pozostania w domach podczas referendum. Jedynym kryterium pozostaje to czy dany wójt, burmistrz czy prezydent miasta jest „nasz” czy „ich”. Opisana sytuacja świetnie ilustruje to ile złego w dla rozwoju demokracji w Polsce robią partyjne rozgrywki.

Biedni jak zwykle są mieszkańcy

Jak zwykle bywa na wszystkim cierpią obywatele, ponieważ docierają do nich sprzeczne sygnały. Pani Burmistrz zapewne dwa lata temu jak wygrywała wybory samorządowe nawoływała do jak największego udziału w święcie demokracji jakim są wybory. Teraz mamy kolejne święto – referendum. Tu już sytuacja jest odwrotna; najlepiej pozostać w domu.

Wszystko się zaczęło jeszcze w poprzednim roku

Historia referendum w Nowym Miasteczku sięga grudnia zeszłego roku. W dniu 17 grudnia 2015 r. pełnomocnik inicjatora referendum powiadomił Burmistrza o zamiarze wystąpienia z inicjatywą przeprowadzenia referendum. W dniu 12 lutego 2016 r. do Komisarza Wyborczego trafił wniosek o przeprowadzenie referendum, do którego załączone były karty z podpisami mieszkańców popierających inicjatywę. Ostatecznie 7 marca 2016 r. Komisarz Wyborczy w Zielonej Górze wydał postanowienie o odrzuceniu wniosku uzasadniając je zbyt małą liczbą zebranych podpisów. Sprawa trafiła wtedy do sądu, który ostatecznie przyznał rację inicjatorom referendum. Wszystko stało się jasne 8 sierpnia 2016 r. Wtedy w Dzienniku Urzędowym Województwa Lubuskiego opublikowane zostało postanowienie Komisarza Wyborczego w Zielonej Górze z dnia 5 sierpnia 2016 r. o przeprowadzeniu referendum. Tatę głosowania wyznaczono na 25 września 2016 r.

 

Sprawdź również

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *